pks hrubieszów, oskp, stacja kontoli pojazdów, wynajmy, naprawa pojazdów, myjnia samochodowa

e-mail: biuro@pkshrubieszow-nowy.pl

tel. 690 690 046

e-mail: biuro@pkshrubieszow-nowy.pl

tel. 690 690 046

Kamera sprzężona z fotoradarem ma wyłapywać motocyklistów oraz  pojazdy z nieczytelną przednią tablicą rejestracyjną. Do dyscyplinowania kierowców, którzy jeżdżą zbyt szybko, obecnie używa się fotoradarów (mierzą prędkość punktowo) lub kamer (ustalają średnią szybkość na określonym odcinku drogi). Jednak w stolicy na ulicy Radzymińskiej trwają testy urządzenia do pomiaru prędkości, które korzysta równocześnie z kamery i fotoradaru.Jego zadaniem jest sfotografowanie tablicy rejestracyjnej pojazdu z przodu (jak robi to większość fotoradarów i kamer pomiaru odcinkowego) oraz dodatkowo z tyłu.Pracą kamery steruje jednak fotoradar, który jako pierwszy wykonuje zdjęcie auta, przekraczającego dozwoloną prędkość. Dodatkowe zdjęcie (tyłu pojazdu) ma służyć głownie dyscyplinowaniu motocyklistów, ale również w przypadku nieczytelnej przedniej tablicy rejestracyjnej w samochodzie, np. przysłoniętej liściem lub podczas opadów śniegu.Pomysł przyszedł z Europy Zachodniej, podobne rozwiązania działają na przykład w Holandii.Zresztą w Polsce również wykonuje się dwie fotografie (przodu i tyłu pojazdu) w przypadku kamer rejestrujących przejazd na czerwonym świetle, które działają na 20 skrzyżowaniach.Kamera na razie jest w fazie testów, a więc zdjęcia wykonane nią nie są używane do wystawienia mandatów. Nie wiadomo, jeszcze kiedy zakończą się próby nowego urządzenia, a tym bardziej, czy kamery pojawią się również przy pozostałych fotoradarach. Należy również pamiętać, że choć testy wykonywane są przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego, to fotoradary niedługo powrócą w ręce policji.

 

żródło: magazynauto.pl-interia

 

Kamera z fotoradarem

14 czerwca 2019
Jedziesz? Możesz pić. Ale nie jedz i nie pal. Najbardziej kontrowersyjny i najczęściej łamany przepis ruchu drogowego dotyczy właśnie posiłków i nałogów. Zagonieni i w ciągłym niedoczasie coraz częściej spożywamy posiłki prowadząc auto. Jemy kanapki i popijamy kawę. Rozpakowujemy i pałaszujemy przekąski. Większość sieci szybkiego jedzenia doskonale nam w tym pomaga, bo udostępniają kierowcom zakupy drive-in, czyli bez wysiadania z auta. Potem wystarczy w trasie wyjąć hamburgera czy kawałek pizzy i można jechać dalej bez straty czasu. Czy rzeczywiście można? Niekoniecznie. Kodeks drogowy dość jasno i precyzyjnie zabrania jedzenia i palenia tytoniu za kółkiem. Można jeść i palić, ale tylko wówczas, kiedy jedzie się samemu. W momencie przewożenia pasażerów głód, w tym także ten nikotynowy, trzeba powstrzymać. Sprawę komplikują kierowcy samochodów ciężarowych. Ich przepis nie dotyczy, mogą jeść i palić zarówno, kiedy jadą w pojedynkę, jak i z pasażerami w kabinie. Kierowców autobusów strofować za jedzenie batonika nie ma więc potrzeby. A tak brzmi w obecnej formie artykuł 63 paragraf 5 Kodeksu drogowego, który reguluje sprawy jedzenia i palenia tytoniu: „Kierującemu pojazdem silnikowym, który przewozi osobę, zabrania się palenia tytoniu lub spożywania pokarmów w czasie jazdy. Nie dotyczy to kierującego samochodem ciężarowym, który przewozi osobę w kabinie kierowcy, i kierującego samochodem osobowym, z wyjątkiem taksówki”. Choć policjanci bardzo rzadko uciekają się do karania głodomorów za kółkiem, którzy wiozą pasażerów, to prawo jest prawem, zatem mogą to zrobić. Mandat wynosi 50 zł, punktów karnych się nie nalicza. źródło: wprost.online